Z ŻYCIA I DZIAŁALNOŚCI ARCYPASTERSKIEJ 
SŁUGI BOŻEGO - BISKUPA 
DOKTORA WILHELMA PLUTY

"Człowiek w człowieku umiera, gdy go już dobro uczynione nie raduje, ani zło nie boli" (W. Pluta, List pasterski o kształtowaniu sumienia z dnia 25 III 1962 r.).

Mówić czy pisać o osobie takiego formatu duchowego i intelektualnego, jakim był Arcypasterz Gorzowski bp Wilhelm Pluta, nie jest rzeczą łatwą. Nie da się go bowiem zmieścić w żadnym schemacie biskupów nawet wyjątkowej gorliwości i erudycji. Należy on niewątpliwie do najwybitniejszych hierarchów polskiego Kościoła - obok św. Stanisława († 1079) biskupa krakowskiego, arcybiskupa prof. Józefa Bilczewskiego († 1923), metropolity lwowskiego obrządku łacińskiego, prymasów Polski: kard. dra Augusta Hlonda († 1948), kard. dra Stefana Wyszyńskiego († 1981 r.) - na przestrzeni dotychczasowej historii naszego państwa. Ze względu na styl działalności i służby ludziom, już za życia uchodził on za świętego arcypasterza. Po śmierci przekonanie o jego heroicznej świętości nie ustało, ale potężnieje z upływem lat. W przekonaniu duchowieństwa oraz wiernych godny jest on chwały ołtarzy. Bóg wyposażył go w nadzwyczajne dary natury i łaski do sprawowania odpowiedzialnych w Kościele funkcji, począwszy od katechezy aż do profesora akademickiego i biskupa diecezjalnego. Owocne wykonywanie powierzonych mu zadań ułatwiała mu fenomenalna wprost pamięć, znajomość ludzi i dar taktownego obcowania z ludźmi. Dzięki dobrej pamięci wzrokowej bardzo łatwo zapamiętywał spotykanych ludzi wraz z ich życiowymi problemami. Gdyby obrał karierę naukową jego nazwisko znalazłoby się dziś w poczcie najwybitniejszych polskich uczonych o wyjątkowo bogatym dorobku naukowym. W każdym człowieku widział dziecko Boże i zawsze potrafił dla niego znaleźć czas, choć rwał się do pracy, twórczości naukowej, modlitwy. Wilhelm Pluta jest wielkim synem Ziemi Śląskiej. Śląskowi ma nasz kraj dużo do zawdzięczenia w dziedzinie kultury duchowej i materialnej. Jak Wielkopolsce, w okresie rządów księcia Mieszka I i jego następcy Bolesława Chrobrego, zawdzięcza Polska zręby organizacji politycznej, tak Śląskowi zawdzięcza kulturę. Nawet sanktuarium jasnogórskie z łaskami słynącym Obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej powstało dzięki księciu Władysławowi Opolczykowi, który sprowadził do Częstochowy łaskami słynący Obraz i osadził na Jasnej Górze Paulinów. Kiedy Śląsk w 1348 r. znalazł się poza granicami Królestwa Polskiego to ludność polska na Śląsku nie uległa wynarodowieniu głównie dzięki Kościołowi katolickiemu. Kult do Matki Boskiej oraz kult świętych ratował polską ludność także przed protestantyzacją. Dobry katolik na Śląsku był zawsze synonimem dobrego Polaka (Stanisław Stephan). Na Śląsku katoliccy księża byli w większym stopniu aniżeli w innych regionach Polski przewodnikami duchowymi wierzącej ludności. Mieli też lepszą aniżeli w innych stronach kraju formację teologiczną. Dzięki Kościołowi ludność śląska nie zapomniała mowy ojczystej. Aż do drugiej wojny światowej drukowano we Wrocławiu polskie modlitewniki, katechizmy a rytuał wrocławski miał więcej tekstów polskich niż rytuał w diecezjach Galicji czy Królestwa Kongresowego. Ks. Józef Szafranek, choć pochodził z niemieckiej rodziny, to bronił mowy polskiej w niemieckim parlamencie a w Bytomiu założył pierwsze polskie gimnazjum na terenie Diecezji Wrocławskiej. W XIX i XX w. Śląsk stał się wielkim placem budowy kościołów. Ma on najgęstszą sieć świątyń parafialnych z pośród wszystkich regionów kraju. Księża śląscy celebrowali nabożeństwa nie tylko w kościołach, ale w hutach, sztolniach, halach fabrycznych. Uczyli dzieci katechizacji w ilości najpierw trzech a następnie czterech godzin tygodniowo. Tu tkwi jedna z przyczyn owej śląskiej pobożności, pracowitości i uczciwości w życiu codziennym. Na Śląsku nie zadomowił się nigdy anty klerykalizm, podczas, gdy w innych częściach polskich hasła wypisywane na murach "precz z księżmi", "precz z Kościołem" nie należały do rzadkości. Śląsk też może poszczycić się największą z pośród innych dzielnic Polski ilością świętych i błogosławionych. Za pontyfikatu Jana Pawła II chwały ołtarzy dostąpili: bł. Bernard Lichtenberg z Oławy, bł. Józef Czempiel, bł. Emil Szramek oraz s. Antonina Kratochwil. Ponad czterdziestu kandydatów do chwaty ołtarzy oczekuje dnia swej beatyfikacji i kanonizacji. Wśród nich są księża: Robert Spiske, którego proces beatyfikacyjny na szczeblu diecezjalnym zakończono w 2000 r., Siostra Dulcissima Helena Hoffmann i ks. Jan Schneider. W 2000 r. do owych kandydatów doszedł Pasterz Diecezji Gorzowskiej Sługa Boży Wilhelm Pluta. Urodził się na terytorium Diecezji Wrocławskiej w dniu 91 1919 r., gdy rządy kościelne we Wrocławiu sprawował książę biskup dr kardynał Georg Kopp (zm. w 1914 r.). Za rządów jego następcy księcia kardynała dra Adolfa Jana Bertrama, metropolity wrocławskiego (zm. w 1945 r.) doszło do wydzielenia z terenów Diecezji Wrocławskiej nowo erygowanej w 1925 r. Diecezji Katowickiej, zwanej też Diecezją Śląską. Śląska kultura, która jest wypadkową wpływów dychowych: polskich, czeskich, morawskich, niemieckich, łużyckich, leży u podstaw jego formacji duchowej i religijnej. Ona ukształtowała go na Polaka wielkiego formatu i człowieka wielkiej prawości o bardzo wrażliwym sumieniu. Wilhelm Pluta przyszedł na świat w licznej, bo w rodzinie obejmującej 9 rodzeństwa. Jego ojciec Piotr Pluta był człowiekiem wielkiej prawości i pracowitości. Pracował jako sztygar w kopalni i cieszył się wielkim poważaniem wśród górników. Służył im też pomocą ze względu na dobrą znajomość języka polskiego i niemieckiego oraz umiejętność posługiwania się kaligraficznym pismem w załatwianiu różnych spraw i pisaniu podań. W latach 1919-1921, kiedy to ważyły się losy Górnego Śląska w okresie powstań śląskich i plebiscytu, wygłaszał na wiecach przemówienia patriotyczne. Uczęszczał z zasady - wraz ze swoimi dziećmi - na sumę parafialną. Zabierał też chętnie swoje dzieci na uroczystości odpustowe do sąsiednich parafii. Jego matka Agnieszka z domu Szewczyk należała do niewiast wyjątkowej pobożności i pracowitości. Miała współczujące serce dla ludzi biednych, kalek, osób cierpiących na różnego rodzaju schorzenia, tak natury fizycznej, jak i duchowej. Wywarła ona największy wpływ na swego syna Wilhelma. Mimo nawału pracy związanej z wychowywaniem tak licznej rodziny, znajdowała codziennie czas, aby uczestniczyć w kościele parafialnym we Mszy św. Droga do kościoła zajmowała jej około pół godziny czasu. W każdą zaś niedzielę uczestniczyła - obok Mszy św. -w nieszporach lub nabożeństwie różańcowym. Znajdowała też czas na lekturę prasy katolickiej, literatury polskiej. Entuzjazmowała się "Trylogią" Henryka Sienkiewicza. Najbardziej umiłowaną dla niej pozycją książkową były "Żywoty Świętych". Nie stroniła nigdy od polityki. Darzyła szczególniejszym szacunkiem, graniczącym z czcią, Wojciecha Korfantego, wybitnego męża stanu, dzięki któremu - na skutek trzeciego powstania śląskiego - aż 29 procent śląskiego terytorium plebiscytowego (3213 km2) znalazło się w granicach państwa polskiego. Ten wybitny patriota polski, tak bardzo zasłużony dla Śląska, zmarł przed wybuchem II wojny światowej w szpitalu warszawskim w bardzo podejrzanych okolicznościach. Wielkim szczęściem dla Wilhelma Pluty było to, iż jego rodzinna parafia miała w okresie jego młodości i lat kapłaństwa wyjątkowo utalentowanych i gorliwych duszpasterzy. Byli nimi: ks. Ludwik Tunkel, który wybudował w Kochłowicach kościół, plebanię, organistówkę, przytułek dla starców pod wezwaniem św. Józefa oraz ks. Franciszek Szulc, który doczekał się nominacji biskupiej swego wychowanka - Wilhelma. Na przestrzeni lat 1926 do 1958 roku aż 38 alumnów z parafii Kochłowice przyjęto święcenia kapłańskie. Wilhelm Pluta, który od najmłodszych lat marzył o zawodzie górniczym oraz studiach w Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie, pod ich wpływem oraz wskutek duchowego wstrząsu niespodziewanej i nagłej śmierci swego przyjaciela z lat gimnazjalnych Witolda Wojnara, odstąpił od pierwotnego zamiaru. Witold Wojnar zginął tragicznie podczas treningu narciarskiego w Zakopanem. Swoją edukację podstawową rozpoczął w 1916 r. w Turzokolonii w szkole niemieckiej, gdyż polskiej szkoły nie było. Dzięki uczęszczaniu do tej szkoły biegle opanował język niemiecki. W okresie późniejszym doszła jeszcze u niego perfekcyjna znajomość języka francuskiego oraz łacińskiego i greckiego. Studia z zakresu szkoły średniej odbył w Katowicach. Po przyłączeniu części Górnego Śląska do Macierzy przez generała Stanisława Szeptyckiego w 1922 roku, utworzono w Katowicach trzy polskie gimnazja z oddziałami dla niemieckiej mniejszości. Po ukończeniu szkoły podstawowej Wilhelm Pluta - po złożeniu odpowiednich egzaminów - został przyjęty do drugiej klasy III Gimnazjum im. Adama Mickiewicza a po ukończeniu drugiej klasy i złożeniu egzaminów z trzeciej klasy gimnazjalnej znalazł się w czwartej klasie. Za te postępy w nauce przyznano mu wysokie jednorazowe stypendium w wysokości 300 zł. Była to na owe czasy wysoka suma. Górnik otrzymywał wówczas miesięczną pensję w wysokości od 200 do 250 zł. Było to stypendium im. Karola Miarki. Wilhelmowi Plucie przyznano je po raz pierwszy. Wilhelm Pluta był - jako gimnazjalista, człowiekiem bardzo koleżeńskim. Potrafił też inteligentnie i dyskretnie, gdy zachodziła potrzeba, pomagać swoim kolegom. Cieszył się za to wysokim poważaniem wśród kolegów. Należy tu nadmienić, iż owo przyjazne usposobienie do drugich ludzi towarzyszyło mu do końca życia. Swoim konfratrom, gdy pełnił funkcję proboszcza mówił, iż nigdy nie miał złego wikariusza. Także i w Gorzowie nie miał w Kurii Diecezjalnej złych i nieżyczliwych mu współpracowników. Dokładał on zawsze wielkich wysiłków, aby jego relacje ze wszystkimi ludźmi, z którymi wypadło mu współpracować, układały się po chrześcijańsku. Egzamin dojrzałości złożył w dniu 2 V 1929 r. W czasie składania matury został zwolniony - wskutek dobrego wypracowania pisemnego - z ustnych egzaminów maturalnych (z języka polskiego, z języka łacińskiego oraz z matematyki). Maturę złożył z wyróżnieniem. Pięciu jego kolegów z klasy maturalnej wybrało teologię. Jednym z nich był ks. doc. dr hab. Józef Bańka, proboszcz z Katowic-Zawodzia, wybitny uczony i zasłużony historyk śląskiego Kościoła. Jako kleryk zamieszkał w gmachu Seminarium Duchownego w Krakowie. Nie zdawał egzaminu wstępnego na studia teologiczne. Na studia teologiczne przyjmowano abiturientów gimnazjów klasycznych i humanistycznych. W tych czasach matura dawała prawo wstępu na wyższe uczelnie. Na wykłady z filozofii i teologii uczęszczał na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wychowanie alumnów w Seminarium Duchownym, którym kierował wówczas ks. dr Stanisław Maśliński, było nacechowane atmosferą rodzinną, pełną wzajemnej życzliwości. Ks. rektor Stanisław Maśliński bardzo troszczył się o zdrową żywność dla kleryków oraz odpowiednią ilość snu. Jego zawołaniem życiowym, jako rektora, było adagium: "użyteczniejszy jest zdrowy osioł, aniżeli chory lew". Gdy zaś chodzi o duchową formację, to w tej dziedzinie kontynuowano tradycję wrocławskiego Seminarium Duchownego. Ks. rektor S. Maśliński we Wrocławiu otrzymał formację do kapłaństwa, we Wrocławiu też przyjął święcenia kapłańskie a przez pewien okres czasu (od 1916 r.) był wicerektorem wrocławskiego Alumnatu oraz wykładowcą teologii pastoralnej. Akcentowano w wychowaniu alumnów śląskich kult Matki Boskiej, kult świętych Pańskich a nade wszystko Najświętszego Sakramentu. Jeden raz w miesiącu, przed każdą ostatnią niedzielą miesiąca, śląscy klerycy odbywali nocną adorację Najświętszego Sakramentu. Jako alumn Wilhelm Pluta tęsknił za kolegami o radosnym usposobieniu i za takimi, którzy umieli inteligentnie żartować. Sam również potrafił opowiadać wesołe anegdoty i historie, wnosząc w życie seminaryjne optymizm życiowy. Początkowo studia na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego sprawiały mu pewne kłopoty. Jednakże dzięki jego wrodzonej pracowitości i pilności pokonał wszystki trudności i osiągnął wysokie oceny. Na 46 egzaminów z filozofii i teologii uzyskał aż 17 ocen celujących (eminenter). Święceń niższych i dwóch wyższych (subdiakonatu oraz diakonatu) udzielił mu biskup katowicki Stanisław Adamski). Święcenia kapłańskie przyjął z rąk biskupa pomocniczego Diecezji Katowickiej Teodora Bromboszcza w dniu 27 VI 1934 r. Po święceniach kapłańskich otrzymał w dniu 22 VI 1935 r. dyplom magistra teologii na podstawie pracy pt. "Nauka o mądrości w Starym Testamencie". Na dyplomie tym widnieje 7 ocen celujących (eminenter), 6 bardzo dobrych i jedna dobra. Po święceniach kapłańskich pracował w charakterze katechety w Bielsku. Czuł specjalne powołanie do tego typu pracy. Do zajęć szkolnych był zawsze bardzo dobrze przygotowany. Dużo czytał. Pisał konspekty katechez. Chciał nie tylko nauczać prawd wiary, ale - przez stosowanie odpowiednich metod - pragnął uczynić katechizowanych dobrymi katolikami i dobrymi, pobożnymi ludźmi. Bardzo boleśnie przeżył śmierć swej umiłowanej matki, która zmarła na nadciśnienie w dniu 6 VI 1939 roku. Jego ojciec odszedł do wieczności na skutek choroby wątroby w dniu 12 IV 1946 roku. Wielkim szokiem był dla niego wybuch II wojny światowej. Po wkroczeniu wojsk niemieckich na Śląsk został wikariuszem w swej rodzinnej parafii w Kochłowicach a następnie w Chorzowie, gdzie pracował pod kierunkiem swego dawnego rektora ks. dra Stanisława Maślińskiego. W 1942 roku objął parafię w Leszczynach a w 1945 roku w Wirku. W Wirku pracował po raz pierwszy z wikariuszem. W roku 1947 został proboszczem w Koszęcinie. Pracując w duszpasterstwie nigdy nie rozstawał się z pracą naukową, do której czuł powołanie i która dawała mu dużo satysfakcji życiowej. W 1947 roku uzyskał na Wydziale Teologicznym Uniwersytetu Jagiellońskiego doktorat na podstawie rozprawy pt. "Badania nad nauką 12 apostołów (Didache) do roku 1939". Dnia 6 X 1948 roku został mianowany proboszczem parafii p.w. św. Mikołaja w Lublińcu oraz dziekanem dekanatu lublinieckiego. Dnia 10 IX 1951 r. został proboszczem parafii pw. św. Józefa w Katowicach-Załężu. Jako proboszcz tej parafii został rektorem utworzonego przez biskupa Stanisława Adamskiego Studium dla Księży Neoprezbiterów. Na tym Studium wykładał zasadniczo wybrane zagadnienia z teologii pastoralnej, ale prowadził często wykłady z innych przedmiotów za tych księży, którzy z różnych powodów nie zjawiali się na wykładach. Studium to trwało przez okres 36 miesięcy. Do stałych zajęć ks. dra Wilhelma Pluty, jako proboszcza parafii, należały katechezy dla młodzieży, duchowa formacja laikatu a szczególnie rodzin oraz przygotowywanie dzieci do I Komunii św., dla księży prowadził on miesięczne dni skupienia. Czas wolny, a miał go niewiele, przeznaczał na pracę naukową i pisanie prac oraz naukowych artykułów. Walor tych jego prac był duży. Dlatego też rektor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego ks. prof. Marian Rechowicz oraz dziekan Wydziału Teologicznego KUL - ks. prof. Stanisław Łach zwrócili na niego uwagę i zaproponowali mu objęcie wykładów z teologii pastoralnej. Wyraził on w 1958 roku zgodę na prowadzenie zajęć w Lublinie i w związku z tym przesłał do dziekanatu Wydziału Teologicznego KUL życiorys oraz spis prac i artykułów. Ks. dr Wilhelm Pluta przygotował także dwutomową rozprawę habilitacyjną pt. "Wychowanie do małżeństwa - Kursy przedmałżeńskie". Część pierwsza rozprawy obejmowała zagadnienia teoretyczne (liczyła 104 strony). Część druga obejmowała natomiast gotowe wykłady dla kandydatów do małżeństwa (około 350 stron). Nie doszło jednak do kolokwium habilitacyjnego ks. dra Wilhelma Pluty, mimo poparcia profesora Uniwersytetu Jagiellońskiego - ks. Władysława Wichra. Nie objął również ks. dr Wilhelm Pluta wykładów z teologii pastoralnej na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, gdyż 8 VII 1958 roku papież Pius XII zamianował go - na prośbę Prymasa Polski kard. Stefana Wyszyńskiego - biskupem tytularnym w Leptis Magna i rządcą ordynariatu w Gorzowie Wlkp. Ordyna-riat gorzowski obejmował wówczas prawie jedną siódmą część terytorium państwa polskiego (44 836 km2). Przed święceniami biskupimi, które przyjął z rąk Prymasa Polski - kardynała Stefana Wyszyńskiego, przy współudziale biskupów: dra Bolesława Kominka, rządcy Archidiecezji Wrocławskiej i biskupa dra Herberta Bednorza z Katowic -odbył rekolekcje na Jasnej Górze a w przeddzień tych święceń odwiedził sanktuarium Matki Boskiej w Piekarach Śląskich i sanktuarium Matki Boskiej w Rokitnie. Jako rządca ordynariatu gorzowskiego, a od 1972 roku Diecezji Gorzowskiej, wcielał w życie swe przemyślenia w zakresie przygotowywania swych diecezjan do sakramentu małżeństwa, duszpasterstwa rodzin, formacji dzieci i młodzieży do życia w stanie łaski uświęcającej. W 1964 r. wziął udział w Soborze Watykańskim, jako Episcopus Ordinarius Gorzovienisis; w 1980 r. wziął udział w Synodzie Biskupów poświęconym zadaniom rodziny w Kościele i w świecie. W latach 1965-1970 pełnił funkcję przewodniczącego Komisji Episkopatu do spraw duszpasterstwa rodzin. Komisja ta została wyodrębniona z Komisji duszpasterstwa Ogólnego, którą kierował od 1957 r. do swej śmierci w 1974 r. metropolita wrocławski kard. dr Bolesław Kominek. Biskup Wilhelm Pluta był członkiem tej Komisji Duszpasterstwa Ogólnego od czasu święceń biskupich aż do swej śmierci w dniu 22 I 1986 roku; w latach 1975-1980 był także członkiem Komisji Episkopatu do spraw Duchowieństwa. Głównym zadaniem powstałej w 1965 r. Komisji Episkopatu do spraw Duszpasterstwa Rodzin było przygotowywanie listów pasterskich o rodzinie i życiu sakramentalnym w małżeństwie. Bp W. Pluta jako przewodniczący Komisji do spraw Duszpasterstwa Rodzin dał owej Komisji Episkopatu struktury organizacyjne. Na stanowisku przewodniczącego współpracował on z kard. Karolem Wojtyłą, który przyjął sakrę biskupią w tym samym, co on roku, a abpem Kazimierzem Majdańskim, abpem Bolesławem Pylakiem. Kard. K. Wojtyła był odpowiedzialny za przygotowanie nowożeńców do małżeństwa, abp Kazimierz Majdański za duszpasterstwo rodzin a abp Bolesław Pylak za poradnictwo rodzinne. Za jego kadencji upowszechniły się w naszym kraju kursy małżeńskie. Utworzono również wówczas zespół wykonawczy Komisji Episkopatu do spraw Duszpasterstwa Rodzin. Stanowią go: duszpasterz krajowy, duszpasterze diecezjalni oraz duszpasterze parafialni. Jako ordynariusz diecezji zwracał on szczególną uwagę na formację adeptów do kapłaństwa. Nie było w jego pracowitym życiu wypadku, aby opuścił dzień skupienia dla kleryków. W czasie skupienia dla nich wygłaszał cztery konferencje religijne. Był ojcem kapłanów. Czuł się ich duszpasterzem. Dbał o ich formację naukową, duchową a szczególnie o ich sprawy bytowe. Umożliwił im zdobywanie stopni naukowych. Gdy zaś chodzi o duchową formację świeckich, to wprowadził on dla młodzieży praktykę odprawiania rekolekcji zamkniętych dla młodzieży i osób starszych. Zorganizował też duszpasterstwo stanowe dla wszystkich stanów i zawodów i troszczył się o jego rozwój. Na wizytacje parafialne udawał się w piątek tygodnia. W wizytowanej parafii pozostawał zwykle przez trzy dni, wygłaszając kazania do poszczególnych stanów. Wygłaszał przeciętnie w wizytowanej parafii około 20 kazań. Nic więc dziwnego, że wizytacje te nazywano wielkimi rekolekcjami parafialnymi i to na najwyższym poziomie. Na studiowanie dzieł teologicznych poświęcał czas po 20.30. Pracował zwykle przez okres czterech godzin, to jest do 0.30. Jego biografia naukowa obejmuje ponad 230 pozycji. Zawiera cztery książki drukowane i ponad dziesięć pozycji książkowych w maszynopisie. Szalejąca cenzura PRL oraz trudności wydawnicze uniemożliwiły ich całościową publikację. Większość owych prac naukowych stanowią prace z zakresu szeroko pojętej teologii pastoralnej . Pogłębienie życia religijnego jest możliwe - według niego - we wspólnocie parafialnej nastawionej na przeżywanie Boga (Gotteserfahrung) przez życie rodzinne - najlepszej instytucji wychowawczej na świecie. W liście napisanym do bpa Wilhelma Pluty przez Jana Pawła II z okazji darowania mu książki pt. "W trosce o życie wewnętrzne" znalazły się następujące słowa następcy św. Piotra: "Dziękuję Duchowi Świętemu za to, że Biskup Gorzowski jest człowiekiem wielkiej modlitwy, życia wewnętrznego, nieustającego dojrzewania w łasce". Napisał również w tym liście, iż ofiarowana przez bpa W. Plutę książka wiele mu dała. Przez tę książkę bp Wilhelm Pluta stał się w pewnym sensie nauczycielem Jana Pawła II. Z jego wiedzy i mądrości uczyli się też polscy biskupi a nade wszystko lud wiemy. Traktował on bardzo poważnie nadprzyrodzoną rzeczywistość. Była ona dla niego poniekąd bardziej realna, aniżeli otaczający go świat ziemski. Ta rzeczywistość nadprzyrodzona kształtowała jego myślenie, postępowanie kapłańskie i biskupie. Tu tkwi także sposób rozwiązywania przez niego problemów życiowych i lęk przed grzechem. Walka z grzechem nie miała u niego nic wspólnego z walką z grzesznikiem, którego miłował jak Chrystus i któremu chciał jak najlepiej służyć (J. Stroba, Homilia żałobna wygłoszona w dniu 26 I 1986 r., "Gorzowskie Wiadomości Kościelne", nr 6-8, s. 123-124). Ojciec św. Jan Paweł II, który w 1997 r. odwiedził jego grób w katedrze gorzowskiej, powiedział m.in.: "On (bp W. Pluta) tu jest dzisiaj na pewno razem z nami. Biskupie Wilhelmie dziękuję Ci za to, co uczyniłeś dla Kościoła na tej ziemi. Za Twój trud, odwagę, mądrość. Dziękuję ci za to, co uczyniłeś dla Kościoła w naszej Ojczyźnie". W duchu tych słów Najwyższego Pasterza Kościoła powszechnego należy powiedzieć: "Dziękujemy Ci umiłowany Arcypasterzu i Sługo Boży Wilhelmie za przykład twego, tak udanego życia i to w arcytrudnym okresie historii polskiego narodu. Wstawiaj się za nami, abyśmy mogli Cię naśladować. Prosimy Cię o cuda, które ułatwią w przyszłości uhonorowanie Ciebie beatyfikacją oraz kanonizacją dla umocnienia Kościoła w Polsce a szczególnie na umiłowanej przez Ciebie Ziemi Śląskiej i Lubuskiej". Życie Sługi Bożego Wilhelma Pluty jest przykładem na to, iż można bardzo dużo dobrego uczynić nawet w najtrudniejszych czasach, z nadprzyrodzonych motywów.

Wykorzystana literatura: 

Wróć